— Panie! — zawołała — samo to pytanie już jest obelgą.
— Niech mi pani wybaczy moją szczerość, ale wątpliwość co do tego wczoraj właśnie powstała w moim umyśle.
— Czy mogę wiedzieć, co ją panu poddało?
— I owszem, będę szczery do końca. Patrzyłem na panią czytającą gazetę: na samym wstępie była wiadomość, zapewne mylna, o odmówieniu subwencji rządowej zakładom dobroczynnym w Królestwie, wiadomość rujnująca podwaliny bytu tych zakładów — pani jej nawet nie zauważyłaś. Dalej było obliczenie majątków ziemskich na Litwie, znajdujących się w obcych rękach — pominęłaś je pani nie czytając, jak również artykuł o projekcie zniesienia Banku Polskiego. Dalej jeszcze, w części politycznej, znajdowała się mowa księdza Jażdżewskiego w parlamencie niemieckim w obronie języka polskiego, oczy pani zaledwie prześlizgnęły się po niej. Szukały one felietonu, gdzie autor w sposób bardzo zajmujący opisywał nader zawikłaną intrygę — i utonęły w nim z widoczną przyjemnością. Wstrzymywałem się jednak z sądem moim o pani, czekałem, co dalej będzie; pani jednakże po ukończeniu felietonu gazety przeczytałaś felieton w dwóch „Kurierach”, felieton z „Tygodnika Ilustrowanego”, felieton z „Kłosów”, felieton z „Bluszczu”, jeden krótki poemacik i na tym skończyłaś czytanie. Wówczas powiedziałem sobie: w tej młodej piersi nie ma ani odrobiny miłości dla kraju, bo najważniejsze sprawy narodowe są jej zupełnie obojętne. Nie kocha ojczyzny, kto nie ma w sobie poczuć obywatelskich i w czyjej krwi nie drgają tętna narodu.
Helenka stała przed nim śmiertelnie blada.
— Kto panu dał prawo przemawiania do mnie w ten sposób! — zawołała głosem drżącym z gniewu.
— Spełniłem tylko życzenie pani — odpowiedział poważnie — chciałaś pani wiedzieć, jakim sposobem doszedłem do mej wątpliwości, i powiedziałem pani prawdę. Bardzo mi przykro, jeżeli miałem nieszczęście panią obrazić.
Helenka gryzła wargi do krwi niemal; w piersiach jej wrzało, w myśli szukała broni, którą by dotknąć go mogła tak samo, jak on ją dotknął.
— Mówiłeś pan — przemówiła po chwili — że trzeba czynem dowodzić miłości dla kraju. Czy pan z patriotyzmu, nie dla własnej korzyści, produkujesz i sprzedajesz nasiona? Czy pańska najstarsza siostra dla miłości ojczyzny i zarobienia sobie na nieśmiertelność smaży konfitury, że już nie mówię o podkładach do bukietów, wyrabianych przez młodszą?
— Tak jest, pani — odrzekł z niezachwianym spokojem — bo pieniądze, posyłane do Erfurtu, Gandawy i Kwedlinburga za nasiona, do Moskwy i Kijowa za konfekty, do Paryża za podkładki, w znacznej części pozostaną w kraju. Prawda, że my sami na tym korzystamy, ale korzysta nie mniej kraj cały. Gdy jednostki się bogacą, wzrasta bogactwo narodowe. Moje siostry biorąc się do przemysłu, wcale dotąd u nas nie uprawianego, spełniły czyn obywatelski. Nie ci tylko zasługują na wdzięczność i pamięć ludów, którzy z orężem w ręku giną w ich obronie, ale i ci, co się do ich dobrobytu przyczynili. Holandia czci pamięć Jana Peekela, który wynalazł sposób solenia śledzi, i tym cały kraj wzbogacił — jakby największego bohatera. Dążąc do odrodzenia narodu powinniśmy nie tylko w moralne, ale i w materialne siły wzrastać. Franklin48 jeszcze powiedział, że „pusty worek nie może stać prosto”.