Była to właśnie już siódma godzina. Helenka obmyła twarz zimną wodą i zeszła do jadalnego pokoju.
XV
Kłamstwo, przez Helenkę w liście do matki wymyślone dla sprawienia jej przyjemności o mającej się odbyć u państwa Radliczów zabawie, niespodziewanie stało się prawdą. Jednego dnia Elżunia powiedziała do niej z uśmiechem nieco tajemniczym.
— Mam dla pani nowinę, w sobotę będzie u nas wieczór tańcujący.
Oczy Helenki rozjaśniły się na te słowa.
— Doprawdy? — spytała patrząc na mówiącą z niedowierzaniem — wieczór tańcujący tu, w tym domu?
— Cóż w tym tak dziwnego?
Zawahała się.
— Widząc państwa wszystkich pracujących niezmordowanie od rana do nocy, słysząc ciągle powtarzane, że „czas to pieniądz”, że „marnowanie go jest zbrodnią”, bo „żadna z chwil upłynionych nie wróci” — myślałam, że z zasady przeciwni jesteście wszelkim rozrywkom nie przynoszącym umysłowi korzyści i że taniec uważa się tutaj za rzecz zakazaną, godną piekielnego potępienia.
Elżunia roześmiała się.