To powiedziawszy wzięła świecę i wyszła, nie spojrzawszy na niego.
„Charakter jest — rzekł do siebie Andrzej patrząc za nią — brak mu tylko panowania nad sobą, ale i to przyjdzie z czasem. Dużo mnie kosztowały słowa, które jej musiałem powiedzieć, ale pewien jestem, że nie będą bezskuteczne. Nieprędko mi je przebaczy... Biedna dziewczyna, zraniłem ją głęboko!”
Powrócić do siebie równie niepostrzeżoną, jak tu przyszła, nie udało się Helence. Przez korytarz niesiono duży stół do sali jadalnej, a że u stołu odkręciła się noga, więc cały tabor stanął i zaczęło się przykręcanie. Chcąc to wszystko ominąć, musiała się wrócić i przejść przez pokój pani Radliczowej. Zastała tam Annę i Elżunię zajęte przygotowywaniem wieczorowych ubiorów. Tego właśnie najmniej sobie życzyła. Widok jej wprawił siostry w takie zdumienie, że żadna nie wyrzekła ani słowa, tylko obie spoglądały na siebie w milczeniu. Elżunia, w której gust artystki ponad wszystkimi innymi uczuciami przemagał, odezwała się pierwsza z zachwytem:
— Co za przepyszny strój i jak pani w nim jesteś cudownie piękna!
— Panna Orecka wybiera się gdzieś na bal — zauważyła zimno pani Radliczowa.
— Czy pani na nasz skromny wieczór tak się ubrała? — zapytała z niedowierzaniem Anna.
Helenka wytrzymała spokojnie wszystkie spojrzenia, a na ustach osiadł bolesny uśmiech.
— Ze sposobu i tonu tych zapytań widzę, jak bardzo się państwu nie podobam — rzekła patrząc kolejno po wszystkich — i jak każda z pań w duszy mnie potępia. Jestem marnotrawnicą nie umiejącą uszanować grosza zapracowanego. Nieprawdaż? A jednak nie zasługuję na tak bezwarunkowe potępienie, jak się to zdaje z pozoru. Suknię tę, obstalowaną przed miesiącem, gdym jeszcze nie domyślała się nawet naszej majątkowej ruiny, posłała teraz modniarka do M., pomimo że natychmiast po katastrofie cofnęłam obstalunek, a matka moja tu mi ją przysłała, przypuszczając, że mi się przydać może. Pragnie ona bardzo, żebym się bawiła, i sądzi, że mam dosyć czasu na to; a że sama nigdy nie potrzebowała rachować się z pieniędzmi, więc nie zastanawiała się, że bądź co bądź jest to wydatek za wielki w naszym obecnym położeniu.
— Dziwna nieprzezorność — wtrąciła pani Radliczowa.
— A teraz, gdy panie już znają źródło mojego marnotrawstwa, proszę o radę, co mam począć z tym fantem, który mi się dostał wbrew mojej woli? Czy nie lepiej uczynię tańcząc w tej sukni na dzisiejszym wieczorze, niż gdyby miała zamknięta w kufrze nie ujrzeć nigdy światła dziennego ani wieczornego?