— Czy rachunek już zapłacony? — spytała pani Radliczowa słuchając Helenki z wielką uwagą.

— Ach, naturalnie — odpowiedziała, dziwiąc się, że mogła zajść pod tym względem najmniejsza wątpliwość.

— Szkoda, bo to utrudnia cokolwiek sprawę. Jeżeli pani w samej rzeczy nie chcesz mieć tej sukni, to powinnaś ją zwrócić modniarce.

Na twarz Helenki wystąpiły mocne rumieńce.

— Zwrócić? — wyszeptała z pomieszaniem. — Ależ jak to będzie wyglądało? Będzie to czyn wysoce niedelikatny!

— Czas już, żebyś się pani oduczyła patrzeć na życie z punktu widzenia wielkopańskiego — odparła z pewną niecierpliwością w głosie. — Zwrócenie modniarce sukni, którą ona zrobiła i przysłała pani, pomimo odwołania obstalunku, będzie czynem zupełnie racjonalnym. Jesteś pani w swoim prawie i ona powinna pani zwrócić pieniądze.

— Być może, ale...

— Ale przyznanie się przed nią do zmiany położenia za wiele by pannę Orecką kosztowało, czy tak? A więc marnuj pani swoją własną pracę, skoro się to lepiej zgadza z twoją godnością, ale zapłacz nad sobą zawczasu, bo przepowiadam ci, że nie dojdziesz nigdy do niczego. Kto nabywa rzeczy niepotrzebne, ten potrzebne wkrótce sprzedawać zacznie.

To powiedziawszy z właściwą sobie szorstkością, zamilkła i odwróciła głowę z niechęcią.

Helenka stała na środku pokoju, nie wiedząc, co czynić.