— Gdybym chciał użyć tej broni, tobym jej niczym nie osłaniał — rzekł z pewną niecierpliwością w głosie — pani wiesz dobrze, że jestem zbyt szczerym, bym chciał pod moje wyrazy podkładać inne znaczenie. Niepokoiłem się istotnie o panią i miałem za złe moim siostrom, że panią puściły samą jedną wieczorem w ulice wielkiego miasta, nie znanego pani wcale, choć z drugiej strony rad byłem, że pani nauczysz się sama sobie radzić i obywać się bez pomocy drugich. Nic tak prędko nie wyrabia w człowieku samodzielności, jak potrzeba, jak przekonanie, że w sobie samym siły szukać musi, bo jej nigdzie nie znajdzie.

„Dziwny człowiek” — myślała sobie po raz już setny może.

— Dlaczego więc pan powiadasz, że byłeś niespokojny o mnie, skoro wedle pańskiego sposobu widzenia było to dla mojej samodzielności potrzebne?

— Bo nieobecność pani zbyt długo trwała i zaczynałem już przypuszczać, że panią spotkało co złego.

— Czyli że mnie kto ograbił lub zamordował — mówiła dalej z odcieniem lekkiej ironii — a jednak w myśl pańskiej teorii powinna bym się z tego tylko cieszyć. Najlepszą sposobność do rozwinięcia samodzielnej siły dałaby mi właśnie walka o mienie lub życie!

— Pani teorię moją, na doświadczeniu życiowym opartą, obraca w śmieszność, ze złośliwością, jakiej się w pani nie domyślałem — odrzekł Andrzej z uśmiechem — chociaż powiem, że nawet ewentualność, o jakiej pani wspomina, nie byłaby dla pani bez korzyści. Serce pani wzbogaciłoby się o jedno wrażenie więcej, nie mówiąc już o tym, że duch w zetknięciu się z niebezpieczeństwem mężnieje.

— O! korzyść byłaby jeszcze większa — pochwyciła podrażniona, że on mógł z takich rzeczy żartować — szczęśliwy bowiem wypadek mógł był mnie na zawsze od wszelkich przykrości i szyderstw uwolnić...

— Nie, pani, takiego wypadku nie można by nazwać dla pani szczęśliwym, święty Piotr bowiem nie wpuściłby pani do nieba.

— Doprawdy, a to dlaczego, jeśli wolno zapytać?

— Bo tam nikogo nie wpuszczają z próżnymi rękami. Wielki odźwierny, święty Piotr, staruszek dobry, ale wielce surowy, pyta najprzód każdego o robotę i na sam widok rąk nazbyt delikatnych w straszny gniew wpada.