— Chwilami straszno jest pomyśleć, że jesteśmy tu teraz w okolicy zupełnie sami — powiedział Nik. — Sam jeden Niżpol jak oaza na pustyni. Wszyscy pouciekali, wszystko popalone, rozgromione! Po Hołowinie śladu nie zostało! Ale właściwie dlaczego wuj Ryszard nie wraca teraz i nie zabiera się do odbudowy?

— Wuj Ryszard nie wierzy w trwałość dzisiejszego stanu rzeczy. Jest przekonany, że Niemcy wyjdą, a rewolucja rozpęta się na nowo. Zresztą wiecie, jak bardzo jest wytrącony z równowagi. Kiedy mówi o Hołowinie i pogromie to trzęsie się ze złości. Jak tu w takim stanie ducha zabrać się do twórczej pracy, wśród tych samych ludzi, którzy z ziemią zrównali mu wszystko.

— Strasznie wygląda Hołowin — powiedział Olek z brwią groźnie ściągniętą. — Rzeczywiście, że patrząc na te zgliszcza, sterczące mury, ruinę, można się trząść z bólu i złości.

— Gdyby wujostwo nie uciekli przy pierwszym alarmie, to Holowin byłby cały — powiedział Tom obojętnie.

— Pleciesz, mój drogi — zaprotestował ojciec — mało to naszych sąsiadów siedziało w domu do ostatniej chwili i przypłaciło życiem tę odwagę?

— A Niżpol? — upierał się Tom.

— Niżpol to wyjątkowo spokojna wieś, a przy tym tak szczęśliwie, na uboczu położona, że powracająca z frontu armia nie zawadziła o nas. Ale teraz muszę wracać do domu, idźcie dalej, chłopcy, i wróćcie z matką.

I ojciec zawrócił.

Na zachodzie przecierało się niebo. Złocista smuga wysuwała się spod ciężkiej płachty chmur. Powietrze poróżowiało nagle i na każdej rzeczy położył się ów różowo-złoty odblask. Zrobiło się prawie ciepło. Chłopcy porozpinali kożuszki i szli powolutku, noga za nogą. Milczeli. W ogóle w ciągu ostatniego roku nauczyli się dużo milczeć. Nikt nie miał ochoty do rozmowy w owych czasach, kiedy każdej chwili dnia i nocy wisiało ponad głowami niebezpieczeństwo. W owych dniach, kiedy raptem zostali pozbawieni ziemi, kiedy każdy sięgał po ich dobro jak po swoje, kiedy po nocach budziły grozę śmiertelną łuny palących się sąsiednich dworów. W owych dniach nikt prawie nie mówił do nikogo.

A i spokój przywrócony po wkroczeniu na Wołyń Niemców nie rozwiązał ust i nie rozweselił serc. Tyle było wokoło żałoby, ruiny, zgliszcz! Od wuja Dymitra od dawna nie nadchodziły wiadomości. Hołowin z ziemią zrównany i opuszczony, a jego mieszkańcy nieobecni, z dalekiej Polski rzadkie pisali listy. I ta przeszłość wczorajsza zaledwie, a tak okrutna.