Szwadron już minął zakryte krzakami wozy i odjeżdżał drogą.

I nagle... i nagle...

— Wojenko, wojenko

Cóżeś to za pani,

Że za tobą giną, że za tobą giną

Chłopcy malowani,

Że za tobą giną...

Szwadron odjechał w skok, a na wozach wszyscy płakali.


Zatrzymano się na pierwszy popas na polskiej ziemi. Wyskakiwano z wozów, otrząsając z siebie znużenie śmiertelne i głuchy smutek, nędzę miesięcy tylu. Żwawo chłopcy skoczyli po drzewo do ogniska, tnąc krzaki znad rowu. Śmiejąc się, aż krzycząc z radości, Marta i Ania wyciągały z worków resztki jadła.