Część II. Wuj Dymitr
Rozdział VII. Sprawka wuja Dymitra
— No i cóż ci się zmieniło, odkąd jest ta wojna? — spytał Tom Nika, gdy raz, zawieszeni między niebem a ziemią, siedzieli na starym orzechu włoskim. — Dwa lata już trwa, a wcale nie jest inaczej niż przedtem!
— Jest inaczej — rzekł Nik stanowczo. — Nic dziwnego jednak, że tego nie spostrzegasz, gdyż jak i dawniej jesteś małym i głupim chłopcem.
Tom nie obraził się — rzucił niedojrzałym orzechem w Huka, który kręcił się niecierpliwie pod drzewem, trafił go w nos i zadowolony z celności swego strzału rzekł spokojnie:
— Bo to, że jest teraz mniej koni, że zamiast służących są mali chłopcy, że zabrali Łukasza, ogrodnika i innych i że się nie jada czterech potraw na obiad, to nie jest żadna zmiana. Ja przynajmniej tego zmianą nie nazywam. A ty, Olku?
Olek, głęboko nad czymś zadumany, powiedział bezmyślnie: „I ja także” — a potem nastała cisza.
Ale Nik czuł, czuł doskonale, że wszystko jest inaczej, tylko nie wiedział co. Naturalnie, że wcale nie myślał o tym, że się nie jada czterech potraw i że się nie wyjeżdża na zimę do Warszawy, i że służby jest mniej, i w ogóle... Ale przecież każdy to rozumie, że coś się przeinaczyło najgłębiej. Tylko co?
— Bo gdyby to była polska wojna, to rozumiem — ciągnął dalej Tom z tym spokojem, który daje pewność — wtedy byłoby zupełnie inaczej! Cieszyłoby się, gdyby wojska szły naprzód, czekałoby się z biciem serca wiadomości...
— A tak się nie czeka? — wykrzyknął Nik. — Starsi wydzierają sobie gazety!