Oficer chwilę zbierał myśli, nie mogąc skombinować, w jakim stosunku stoi ów Bezogonek do gajowego, a gajowy do pana Andrzeja.
Ale nagle rozjaśniło mu się w głowie. Jak żbik skoczył na swego kolegę i schwyciwszy go za ramiona, wrzasnął mu w samą twarz.
— Udrał20! Nie mówił ja21? Po prostu udrał! Ot, masz twoją „wdzięczność i gościnność”. Po prostu przechowują dezerterów i „szpionów22”!
— Kto przechowuje dezerterów? — zapytał nagle jakiś głos od drzwi.
Wszyscy obrócili się gwałtownie.
We drzwiach od sieni stał wysoki, rosły oficer o twarzy szerokiej i wygolonej.
Obaj oficerowie wyprężyli się służbiście w wojskowym ukłonie.
Przybysz wszedł do gabinetu i objąwszy spojrzeniem obecnych, skłonił się Marcie:
Zapytał po francusku:
— Czy mogę się widzieć z panem Augustem Charlęskim?