— W biały dzień! — wykrzyknęły wszystkie dzieci.
— Chodźmy zobaczyć! — zerwał się z trawy Tom.
— Och, głupi Tomku! Myślisz, że on na ciebie czeka? Pokazał się, znikł, i kwita!
— A jak wyglądał?
— Nie wiem dokładnie — rzekł Nik — to było tak: leżałem na łące, ale strasznie było mi gorąco, myślę sobie: „pójdę do groty, tam pewnie chłodno!”. Wstaję, idę. Wchodzę do groty cichutko, bo myślę: „nuż złapię ptaszka jakiego” tak jak ty Olek tamtym razem. Pamiętasz?
— Pamiętam, mów dalej.
— Więc wchodzę cichutko, aż tu coś przede mną w grocie staje! Widziałem coś białego, szarego... Naraz strach! Znika ze stukiem... ale tak znika, spod nóg, nie przez drzwi, bo w drzwiach stałem!
— I nie przeraziłeś się?
— Owszem, przeraziłem... i... nawet uciekłem.
— Pewnie to był nietoperz!