Ale Ali skwapliwie skorzystał z tej wzmianki i wykrzyknął z triumfem:
— Boisz się, pewien jestem, że się boisz, więc nie zejdziemy do groty!
— Nie boję się niczego, ty mały tchórzu! — rzekła pogardliwie Renia. — Ale jeżeli chcesz, będziemy mogli zostawić cię w grocie.
Doszli tymczasem do owej groty i zasiedli u jej wejścia w oczekiwaniu na Nika.
— Może to być studnia, a może dawna piwniczka na wino — rzekł Olek.
— Kto wie jednak? Może któryś z naszych przodków zakopał tam swe drogocenności przed najściem wroga — poddała Renia; na widok tajemniczej poezji groty nabrała wiary i nadziei. Ale Marta, która nie lubiła bezużytecznych rozmyślań, rzekła:
— Po cóż to zgadywać i tak za chwilę się dowiemy.
Zapanowała więc cisza pełna świergotów ptaków, brzęczenia much i bąków, radosnych gwizdów wilg. Taka pełna tajemniczego życia cisza parku. Dzieci bezwiednie zatopiły się w niej, przytłumiając oddechy. Nagle Ali rzekł głosem zbolałym:
— Ale jeśli mieszkają tam złośliwe karzełki, które znęcają się nad niegrzecznymi dziećmi, to nie wydacie mnie? Prawda, że nie?
— Nieszczęsny chłopcze! — wykrzyknęła Rena. — Cóżeś zrobił? Jestem pewna, że coś zbroiłeś!