— Tak — przyznał się Ali pokornie — zbiłem wczoraj twojego pieska z Kopenhagi, ale jestem pewien, że nie będziesz się na mnie gniewała, Reniu, bo przyznałem się do winy.

Ale Rena wcale nie była pewna, bo strasznie jej się żal zrobiło ślicznego pieska z porcelany i może byłaby wybuchnęła, gdyby Nik z Tomem nie wyrośli przed grotą jak spod ziemi. Wszystkie dzieci powstały natychmiast, ale Nik obładowany i uroczysty rzekł:

— Siądźcie jeszcze, bo musimy ułożyć plan działania.

Uznawszy rację tego zdania, dzieci siadły, a Nik rzekł znowu:

— Niech każdy po kolei powie swój plan, a potem wybierzemy, który najlepszy.

Okazało się jednak, że nikt nie pomyślał o planie. Nik więc rzekł skupiony i poważny:

— Myślę, że tak będzie najlepiej: najpierw podzielimy się ładunkiem, Marta weźmie świece i zapałki, Olek i ja łopaty i kociuby, Renia drabinę sznurową, Tom słomę, a Ali to zawiniątko. Potem wejdziemy do groty i staniemy kręgiem nad płytą tak jak wczoraj. Olek, Rena i ja podważymy płytę. Potem Marta zapali tę świecę i spuścimy ją na sznurku do wnętrza, tym sposobem przekonamy się, czy na dnie jest powietrze i czy jest głęboko. Następnie zapalimy wiecheć słomy i wrzucimy do środka, żeby oczyścić powietrze. Gdy się wypali, po drabinie spuścimy się w dół i tam zobaczymy już, co dalej robić.

Nastała chwila ciszy, aż Renia rzekła:

— Plan uważam za dobry i nic nie mam przeciwko niemu.

— I ja — odpowiedziały cztery zgodne głosy — zatem chodźmy.