— Pamiętam ja wasze lasy, wasze zameczki, z was dobrzy żmones30, a co u was dzieci!
— Niemało ich Krzyżacy do niewoli zabrali — westchnął Geradajos.
— Na wojnie, jak na wojnie, i wy byście brali, gdybyście u nas takie znaleźli — odparł Michel.
— Ba — westchnął Geradajos. — Chłopaki, już jako chłopaki, toć jeszcze, ale na co zabierać dziewuchy?
— Toć służki się zdadzą, krzywdy nie mają, a wyuczone też będą w wierze świętej — odparł Michel.
Litwin machnął jeno ręką.
— I za dziewuchą też serce ojcowskie boli — szepnął.
— Kto by tam się spodziewał, że wam tak o dziewczęta chodzi — mówił miękkim głosem Michel. — Ale wiecie co, nam z nich niewiele. Plauen to zupełnie inny człowiek niż mistrz Ulryk. Jest tam u nas tego białego mrowia, żeby je tak wypuścił...
Geradajosowi oczy zabłysły. Spojrzał ciekawie na mówiącego, lecz milczał.
— Nie wiem, jak tam nasz nowy mistrz rozumuje, ale zda mi się, że mu nie chodzi o te białe myszki, co się tam, w naszym zamku, hodują, a zawsze waszemu Witoldowi do serca by to trafiło, gdyby je tak ujrzał za murami zamku, uwolnione.