Litwin pokiwał głową, znać, że uwolnienie dziewcząt litewskich radowałoby jego serce, ale nic nie rzekł.
— Byłby to nawet zadatek przyjacielstwa — dodał Michel i trącił się pucharem z Geradajosem.
Ten słuchał, popijał miód litewski, którym częstował Krzyżaka, i milczał uparcie.
Rozeszli się.
Litwin rozważał:
— Czemu ten wilk o tym gada? Czemu budzi nadzieję? Biedne, biedne gołębiczki! Tyle lat, tyle lat! — westchnął. — Trzeba o tym księciu donieść — zakończył.
Że jednak Witold wielce był zajęty przeglądaniem swoich chorągwi, a i Geradajos musiał stanąć przy swojej, nie mógł tego ranka przystąpić do księcia. A był to właśnie dzień wypoczynku i dopiero pod wieczór miano znów do rozbijania krzyżackich murów i do bitwy przystąpić. Aż tu zaraz z południa na murach malborskiego zamku poczęły się ukazywać w słońcu jakieś drobne białe postacie.
— Wywieszają białe szmaty, dopiekł im znać głód! — zawyrokował Jacek Półkozic.
— Hę? — zapytano się z wszech stron, poglądając ciekawie.
— Pomiarkowali, że z nami nie przelewki i chcą się poddać! — dokończył głosem wielce pewnym Półkozic.