— Coś ty gadał o kiełbasach? — zapytał król, gdy Kuba przed nim stanął.

Młodzieniec tak był zgnębiony tym, że Niemcy tyle żywności z sobą za mury wnieśli, iż na chwilę zapomniał, gdzie się znajduje. Zawołał więc:

— A tak, te psubraty przynajmniej na dwie niedziele mają co żreć!

— Skąd ci to przyszło do głowy? — badał Jagiełło.

— Znam ich zwyczaje! Ci byli tak grubi, że ślepy mógł namacać, że się obładowali. Psy też od razu kiełbasę zwęszyły.

Potem opowiadał o zwyczajach rycerzy niemieckich, król słuchał pilnie, potem chrząknął: — Hm. — I wielce się zamyślił.

Skinął wszakże ręką, że nie ma nic do powiedzenia.

Kuba oddalił się, a tak był zły i markotny, że na pytania, czego król chciał od niego, odpowiadał jeno machnięciem ręki.

Król zaś myślał:

„Źle się stało, aleć tych kilkudziesięciu, choćby nie wiem jak objuczonych, nie wyżywi kilku tysięcy. Ale zawsze mitręga”.