— Mości Geradajosie, tobie już ostawiam wszelki nad tym stadkiem starunek33, wylizałem się nieco z ran podczas podróży, nie przystoi mi dłużej się pieścić, dziewczętom choćby i najzacniejszym się wysługiwać, kiedy inni walą w krzyżackie mury.
Geradajos spojrzał na niego i mruknął:
— Damyć już sobie radę.
— Ostawić ci co z mojego pocztu? — zapytał Jelitczyk.
— I... Mam kilku swoich, a na Żmudzi, kiedyć Krzyżaków nie ma, to już każdy nam brat — odparł Litwin. Po chwili zaś dodał: — I ja bym rad jeszcze jakiego Krzyżaka na włócznię nadziać, aleć wiecie, co mi na sercu.
— Wiem, wiem. Ostańcież, a między tymi gołębicami, Bóg da, i waszą znajdziecie — odparł rycerz, mrugnąwszy jednym okiem, boć drugie na polach grunwaldzkich zostało.
Podali sobie dłonie. Po czym Jelitczyk podchodził od jednego stadka do drugiego, bo właśnie na wypoczynek nocny się zabierały, pośmiał się jeszcze do nich i pobaraszkował jako ojciec i zabierał się ruszyć w swoją drogę wraz z szesnastoma jezdnymi, których miał z sobą. Aleć z tymi miał nieco kłopotu. Byli to ludzie młodzi, a podczas podróży nadto one dziewczęta polubili. A że prócz drobiazgu były i takie, co choćby i dziś do ołtarza, niejednemu więc serce goręcej zakołatało. Radzi byliby i dalej je prowadzić, a może i na zawsze pozostać. Ale pan Florian huknął:
— Cóżeście to za jedni, czymżeście się ojczyźnie zasłużyli, że już wam amory w głowie! Tfu! Do biesa, miałbym taką za niegodną dziewki imienia, która by amory takiego przyjęła, co jeszcze i jedną głową, zdjętą z karku wroga, pochwalić się nie może!
Więc owi młodzieńcy przycichli jak trusie i nic już nie mówiąc, a jeno w myśli sobie sumując słowa zasłużonego rycerza, wnet się zebrali. I oto nim księżyc się ukazał na niebie, wraz z Jelitczykiem od Niemna się oddalali, w drogę ku obozom Jagiełły pośpieszając.
Geradajos zaś miał zupełną słuszność, że od chwili jak na wielkich promach przebyli rzekę, co się Niemnem zwie, granicę między Żmudzią, Litwą a ziemiami polskimi stanowiąc, byli już jak w domu. Toć zaraz w pierwszej wiosce, Dregnasach, zbiegło się tyle ludzi, ilu ich w onej żyło. A każdy wypytywał, a każdy przechodził od jednej dziewczyny do drugiej, a każdy rad był poznać swoją, boć niejednemu po częstych napadach krzyżackich brakło dzieciątka. Ale Geradajos niełacno je oddawał, mówiąc: