— Radzi byście się przyznać, aleć pomnijcie, że takich matek i ojców, co im dziewuchy zabrano, w całej Żmudzi i Litwie jest moc.
Że zaś po napadzie zeszłorocznym i z pogranicznych wiosek Krzyżacy wyłowili niemało dziewczątek i lat pięciu nie mających, łatwo jakoś przyszło do porozumienia.
Matki poznały swoje, a i dziewczątka, głos ich usłyszawszy, szczebiotać poczęły:
— Motina, motina!
Tak się załatwiwszy w Dregnasach, ciągnął dalej, boć mu pilno było do Geradajosów, gdzie żonę ostawił na nieszpetnym dworze i gospodarstwo.
— Trudnoć mnie po dziesięciu latach moją Uagę poznać, dzieckiem była, nie więcej niż pięciolatką, ale matka najdzie na to sposób — pocieszał się wojak.
Niemniej co dzień przechodził między onymi gołębicami, a przypatrując się co starszym, w wieku jego Uagi będącym, wywoływał je tym imieniem. Lecz na wołanie wiele dziewcząt wychodziło, boć imię to nie było rzadkością na Żmudzi i Litwie, jako oznaczające leśną jagodę.
Przez czas drogi, trwającej przeszło trzy niedziele, dawne branki krzyżackie przypomniały sobie mowę ojczystą, a choć je tam, za murami, innymi imionami przezwano, wprędce sobie przybaczyły te, jakimi na nie niegdyś ojcowie wołali.
Im głębiej wjeżdżali w ojczystą ziemię, tym więcej ludu się zbierało. Rozeszła się bowiem wieść, że branki krzyżackie wracają, biegli więc ojcowie i matki, ba, nawet ci, którym nie zabrano dzieci. Każdy chciał widzieć powrócone, dowiedzieć się o niedoli, jaką przecierpiały, i radować się z ich powrotu. A wystraszone z początku dziewczęta, teraz stanąwszy na rodzinnej ziemi, nabierały śmiałości i świergotały jako wróble, kiedy się w podwórcu zbiorą albo też pod strzechą dobrze napełnionej stodoły. Wiele było takich, co poznawały rodziców i domowe progi, ale i wiele takich, które kręciły głową, mówiąc:
— Ne buwau cze34...