— Ne primit sau35!
A jeżeli ktoś upierał się powtarzając:
— Maleńka była, jakże może sobie przypomnieć? — a potem domagał się, żeby mu dziewczynę oddano, Geradajos mówił:
— Dobrze, weźcie, ale pamiętajcie, gdybyście się przekonali, że to nie wasza, a prawdziwi rodzice się znaleźli, oddajcie!
Gwaru też i radości, i łez, i zaklinań było co niemiara. Zwierzęta domowe rżeniem, rykiem, kwikiem, a kury gdakaniem gwar ten powiększały. Wystraszone ptaki z lasów zbiegały się krążąc nad głowami ludzi i dziwiły się, co to tak zwykłą ciszę zakłóciło, a może i radując się z uradowanymi.
Geradajos najwięcej wzbraniał się oddawać każdą, w wieku jego Uagi będącą, a każdą też Uagę, choćby maleńką, serdecznym żegnał westchnieniem. A takiej też pozwolił jeno odejść, za którą ze wszystkimi szczegółami rodzice się opowiadali, a ona i ich, i ich dom poznawała.
I tak oto się stało, że do swoich Geradajosów dowiózł jeno kilka dziewczynek. Jedna tylko w wieku jego Uagi była, a też i Uaga się wołała. Geradajosowie, czterech dorodnych synów w walce z Krzyżakami straciwszy, mieli jeno najmłodsze dziewczątko; gdy i tę Krzyżacy pochwycili, oboje nie mogli się z żalu utulić. Geradajos chodził na wszelkie wyprawy i troskę, co go żarła, w bitwie, na karkach wrogów uśmierzał. Ale żona jego, Skruzda, ostając w pustym domu, każdy kąt, a również i przędzę łzami rzewnymi oblewała. Chowała też wszystkie szatki, choćby najmniejszy płateczek, i co dzień je oglądając, do służby mówiła:
— To wszystko, co mi ostało po Uadze...
— Wróci jeszcze i ona, wróci — pocieszała Peleda, stara, zaufana sługa.
— Eh... — odpowiadała strapiona matka, nie dowierzając jej słowom.