— Taki wiedziałem, że matka pozna!

Geradajosowa nie wypuszczała przybyłej z objęć, odsunęła ją jeno nieco i przypatrywała się jej hożemu, kwitnącemu zdrowiem licu.

Wszyscy byli wielce wzruszeni, lecz nikt nie przerywał powitania. Nawet ojciec sam, Geradajos, nie zbliżał się, jeno patrzył.

„Jak dwie krople wody podobna. Taką była Skruzda, gdym ją pod dach mój wprowadził” — myślał z wielkim rozrzewnieniem, patrząc na matkę i córkę.

Rzeczywiście, trudno było o większe podobieństwo. Tenże sam wzrost, ten sam nos, owal twarzy, też same niezabudki w oczach. Jeno że Uagi wzrok jaśniał młodością, a Skruzda miała oczy wypłakane. Lecz w tej chwili źrenice jej błyszczały, a cała wychudzona twarz jaśniała radością i stała się jakby nagle odmłodniałą.

Nikt też nie wątpił, że przybyła jest tą ukochaną, długo opłakiwaną Uagą.

Wreszcie Geradajos zbliżył się do żony, a ona, jakby przypomniawszy sobie w tej chwili jego istnienie, schyliła mu się do kolan, a obejmując, wołała:

O, pon’s mano, o, wir’s mano36! — I nic więcej wymówić nie mogła.

Więc Geradajos wziął ją jak dzieciątko na ręce i wniósł do komnaty, jakby jej radość i swoją przed wzrokiem ludzkim chciał ukryć.

A pozostali kiwając głowami, mówili: