A Żwajżgda i Kregżda całowały jej rękę, owijały się rąbkiem jej zapaski, skakały jako te jaskółki, gdy się cieszą, że pod strzechę znajomą wchodzą. Pozostali zaś nie mogli się wszystkiemu dość wydziwić.

— Że to Uaga nic się nie raduje.

— Stoi jak oniemiała...

— Jakby nie czuła, że do matki, do ojca przyszła — mówiono.

— Bo jużci że oniemiała z wielkiego szczęścia! — ozwał się Skida, jeden ze starszej służby w Geradajosach.

— A może i niewiele z tego rozumie? — dodał inny.

— Ee? — pytano.

— Przecie, boć i mowy naszej zapomniała — tłumaczył Skida.

— Ee? — znów pytano.

— Jużci, u Krzyżaków jej nie słyszała — dodał.