— Rozumieć, to ona rozumie — ozwał się Ukwata, jeden z przybocznych Geradajosa, który z nim drogę odbywał. — Jeno znać już taka nic nie dziwująca się i nie kochająca dziewka — dodał.

— No, no — ktoś mruknął.

— Gdyby nie to podobieństwo ze starą, można by sobie i tak, i owak myśleć... — rzucił ktoś pod nosem.

— A te dwie maluśkie to takie przylipne.

— Prawdziwe Żwajżgde i Kregżde!

— Ciekawość, czy też znajdą ojców — mówiono.

— Znajdą, znajdą! — pocieszali inni.

— Toż to będą mieli z takich pociechę!

I tak gwarząc, a szczególniej zastanawiając się nad Uagą, zabierali wozy, konie i każdy szedł do swoich zajęć.

Odwrót