Sienicha wzrok smutny na niego podniosła, lecz poznawszy, kto zacz, poweselała jakoś i ze zwykłym sobie humorem rzekła:

— Ano, wracamy, boć nowy mistrz krzyżacki o zgodę przysyłał.

— Co?! Zgoda z tymi wilkami?! — wrzasnął Jelitczyk.

— Nie będzie zgody, to będzie wojna, a jak drugi raz będzie Grunwald, a mistrza Plauena jak Ulryka na stryczek wezmą, odechce im się leźć w nasze granice.

— Babo, czy aby mówicie prawdę?! — pytał zrozpaczonym głosem Jelitczyk.

— Godny z was rycerz, zaś bym takiego śmiała tumanić?

— Więc mi nie wracać pod Malbork?

— Na cóż? Chyba na urągowisko — rzekła Sienicha.

— Więc mi taka dola! Na hańbę jak ułomek jaki albo niedołęga z chorymi wlec się będę?

— Nie gadajcie tak, nie gadajcie, cny rycerzu — przerwała baba — nie żadna to hańba iść z tymi, którzy gdy się wyliżą, chwycą znów wilka za bary.