— Nie do snu nam i wypoczynku, póki znów walki nie rozpoczniemy.
— Nie, najmiłościwszy panie, nie, nikt spocząć nie może — westchnął Zawisza, a za nim wszyscy powtórzyli jednogłośnie:
— Nie, nie, Boga mi, nie!
I poczęli się naradzać. A król rzekł:
— Trzeba by ubiec tych Inflantczyków, co się sprzymierzyli z Krzyżactwem...
— Toć słyszę, ciągną pod Gołub — ozwał się Zawisza Czarny.
— I mnie ta wieść dochodzi. Więc zbieraj się i staw im, braciszku, czoło! — rozkazał Jagiełło.
— A też dobrze byłoby i w Nowej Marchii zabiec drogę Krzyżakom. Więc niechaj pan z Maszkowic przejdzie Wisłę — mówił dalej król.
— Niewielkać to rzecz, jesteśmy nie opodal Torunia, a tu Wisła nie tak szeroka — podchwycił Zyndram, a oczy mu poweselały.
I wszyscy jakoś poweseleli po tej naradzie. Król rozchmurzył czoło i mówił: