A inne znów mówiły:
— Może tam mój syn, godnie pocięty, znajdzie u obcych opiekę...
— Albo i mój małżonek...
— Albo brat, ojciec — dodawały inne.
Boć przecie każda miała kogoś ze swoich bliskich na tej srogiej wojnie, na którą kto jeno mógł dźwignąć topór czy oszczep, pośpieszył, ostawiając na głowie niewiast starunek koło gospodarstwa i całego mienia.
Tak więc Drobin, Raciąż, Bieżuń aż po Wkrę z prawej strony do Raciąża i dalej, a za Wisłą po lewej stronie do Osięcin, a niżej za Duninowo, Gąbin aż do Wyszogrodu, wszędzie pełno było wylizujących się z ran swych chorych. Wszędzie doznawali gościnności i opieki. W niejednym z rannych poznawano krewniaka, a i wcale bliskiego sobie, wtedy nie było końca radości i wypytywaniu o przygody wojenne.
Swojacy, jak tylko mogli dźwignąć się o swoich siłach, pośpieszali do swoich siedzib, aleć było dużo Litwinów, którzy, jakkolwiek tęsknili do swoich lasów i domowych progów, nie mogli jeszcze tak od razu w tak daleką puszczać się drogę. Ile że listopad, nie czekając świętego Marcina, sypnął śniegiem, a i mrozem postraszał. Z konieczności musieli pozostać, a długie wieczory przy buchającym ogniem kominie nie cniły się nikomu.
Niewiasty i dziewczęta przędły, przygodni goście opatrywali oszczepy, wiązali sieci, śpiewali pieśni, powiadali o wojnie, to o zwyczajach litewskich i nawzajem uczyli się, jak też to żyją nad Wisłą. Żmudzini, że to jeszcze w pogaństwie żyli, nie mogli się wydziwić, że Bóg jeden, którego nad Wisłą wyznają, mocen jest nad wszystkich i wszystkiemu radę daje, kiedy u nich tyle bogów i do każdego trzeba się udawać, chcąc sobie jakąś łaskę wyprosić. Najwięcej zaś nie mogło im się pomieścić w głowie, że ten Bóg, wziąwszy na siebie postać człowieka, dał się umęczyć z wielkiej miłości dla ludzi i ludziom też wzajem kazał się miłować. I oto wśród tych gawęd padło pierwsze ziarno wiary, która potem z wielką gorliwością na całej Żmudzi się rozrodziła. A jak w pieśniach dziewczęta nie dały się wyprzedzić i ucząc się żmudzkich, pouczały swych gości tych, które nad Wisłą śpiewają, tak znów w opowiadaniu o świętej wierze starsze kobiety były niewyczerpane.
Po powrocie spod Malborka i ojcowie rodzin, i synowie ściągać do dom poczęli. Wielu się nie doliczono, ale przybyli upewniali, żeć ich widzieli żywych, jeno że albo się gdzie na Żmudź lub Litwę podczas odwrotu Witolda dostali, albo liżą się z ran jeszcze. Wtedy niewiasty z radością tego słuchały, pomnąc, iż mówiły:
— Może tam gdzie opiekę znajdzie...