— Obyśmy w dobrym zdrowiu za rok znowu się wszyscy naleźli...
Goście wtedy szeroko otwierali oczy i ze zdziwienia wyjść już nie mogli, bo takiego obyczaju zgoła jeszcze nie znali. Ale jakoś, patrząc na gospodarzy i domowników, na ich powagę i rozrzewnienie, wprędce się pomiarkowali, a do obyczaju się przystosowawszy, pięknie przy łamaniu opłatkiem wdzięczność swą wypowiadali. A zerkając na dziewczęta, z całego serca powtarzano:
— Obyśmy w dobrym zdrowiu za rok znowu wszyscy się naleźli!
Kiedy zaś poczęto stawiać misy ryb gotowanych i pieczonych, a pan domu nalawszy kubek miodem syconym, wychylając, zawołał:
— Za zdrowie moich gości! — goście, wznosząc napełnione kubki, łzami się zalewali i radości swej i rozrzewnienia nie mogli dość wypowiedzieć.
Nie tylko więc opowiadanie, ale i obyczaj do wiary świętej usposabiał, siejąc braterstwo między tymi znad Niemna a tymi, co nad Wisłą siedzieli.
W tym posiewie dopomogli wiela żaki45, co ze szkółek podczas Bożego Narodzenia na wieś się zgłosiwszy, nie tylko kolędy śpiewali, ale też, przebrani stosownie, piękne opowiadania prowadzili.
Sala wraz z domownikami i gośćmi właśnie wieczerzę wigilijną kończyła, a sięgnąwszy pod obrus, wyjęła z siana garstkę orzechów.
— Co to, co to znaczy? — spytał Karol von Leuwarden.
Z chwilą bowiem wstąpienia do komnaty jadalnej i z całego wigilijnego obrządku rozumiał, że każdy ruch, każda czynność ma dziś w tym kraju symboliczne znaczenie. Poetyczna jego wyobraźnia, podniecona jeszcze długą chorobą, przedstawiała sobie nie tylko Bobrowniki i ich właścicielkę, lecz wprost całą Polskę, cały naród jako w jakąś mistyczną szatę spowity.