A oto trzech strojnych było w krasne szaty, z długimi brodami z konopi i przedstawiało trzech królów; trzech miało w ręku piszczałki; jeden zaś, najwyższy, dzierżył wielką tykę, na której w kształcie kuli obciągnięty był kawał wywoskowanego płótna, wewnątrz olejną lampką oświetlony. Migocąc ową kulą, niby gwiazdą, śpiewać poczęli:

Bóg się rodzi, moc truchleje46,

Pan niebiosów obnażony.

Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

Ma granice Nieskończony...

Ocucony ze swego smutku Karol słuchał z zajęciem śpiewu i z dziwnym drżeniem i rozmarzony poglądał, gdy bogaci trzej królowie składali w ręce Sali jagody jałowcowe, kawałek bursztynu, znać z trudem wydostany z piasków znad Bałtyku, i kawałek kredy. A jeden z nich rzekł:

W kościele składane,

Godnie poświęcane,

Jeno złota tu brakuje,

Boć w twym sercu przemieszkuje ono.