— Klęska, klęska! — powtarzał sobie w chwilach zniechęcenia.
Wrodzona wszakże energia i chęć panowania nie pozwalały mu na smutne rozmyślania. Stawał więc na środku wielkiej komnaty, a wziąwszy się pod bok, w głos powtarzał:
— Nie myślcie, że to są zgliszcza Zakonu! Obaczycie, co na tych zgliszczach urośnie! — I wznosząc rękę, z groźbą dodawał: — Obaczysz, ty przechero Witoldzie i ty dumny Jagiełło! Ogłoszę przeciw wam krucjatę, jako niewiernym!
I słał po zamkach rycerskich całej Europy i do dworów panujących, i do papieża. Lecz papież, zajęty sprawami stolicy apostolskiej, nie dał żadnej odpowiedzi, dwory panujące uczyniły toż samo, a rycerze wprost orzekli:
— Nie widzimy dla siebie ni sławy, ni korzyści materialnej z tej rzekomej krucjaty.
Zgrzytnął zębami Plauen, nie wątpił wszakże, że mu coś szczęśliwszego przyjdzie do głowy.
— Mamy przecież dużo rycerstwa w niewoli, trzeba chwilowo zawrzeć rozejm; jeńców wypuści ten głupi królik.
A królik tymczasem otrzymał wieść, że pod Koronowem w Nowej Marchii 10 października odniesiono zwycięstwo, a dowódcę, Michała Kochmajstra, i wielu znaczniejszych rycerzy wzięto do niewoli. A zaraz potem doniesiono:
— Pod Gołubem nad Drwęcą do szczętu zniesiono Inflantczyków, którzy jakby spod ziemi wyrósłszy, przyszli w pomoc Krzyżakom.
Król zatarł ręce z zadowoleniem.