Lecz Anton Ludwigsburg spuścił jeno głowę i szepnął w sobie:
„Próżno, toć to jeno zgliszcza Zakonu”.
I miał poniekąd słuszność. Wielu rycerzy było tak okaleczonych, często bez ręki, nogi, oka albo i obydwóch, że mogli jeno zaświadczyć o pogromie pod Grunwaldem. Inni mówili:
— Nie czujemy się jeszcze na siłach, trzeba do siedzib swoich!
Mała jeno garstka awanturników przy Krzyżakach została. Ci, tak samo jak i inni, opowiadali o wielkiej gościnności Polaków, dodając:
— Wszelako oni barbarzyńcami nie są, owszem, grzeczny naród.
Jeno Karol, książę Niderlandów i Fryzlandii, nic nie opowiadał. I on bowiem wrócił, nie dając za siebie żadnego okupu, lecz serce, myśli, część siebie samego w Bobrownikach zostawił.
Sala z każdym dniem stawała mu się droższą. Lecz dziedziczka Bobrownik, spełniając prawa gościnności i obowiązek dozorczyni chorych, niczym nie dała poznać, że i on nie był jej obojętny.
— Jestem związany przysięgą zakonną — rzekł raz smutnie. — Nie znałem krzyżackiego zakonu, nie znałem polskiego narodu...
— Jesteście naszym nieprzyjacielem? — spytała Sala.