— Polką być nie przestanę, kraju mego nie opuszczę — rzekła wreszcie, siląc się na spokój.

— Wygnaniec z ojczystego księstwa, pragnę kraj twój za swój przyjąć, pragnę bezwiedną przeciw twemu narodowi winę nagrodzić...

Była długa chwila milczenia. Sala walczyła sama z sobą, ważyła swoje obowiązki i uczucie, jakie książę w niej wzbudził.

Karol po raz wtóry oczekiwał wyroku.

Wreszcie Sala podniosła głowę, a podając mu rękę, rzekła:

— Niech cię Bóg prowadzi, szukaj w Rzymie rozwiązania ślubów zakonnych.

— Salo, wracasz mnie powtórnie do życia! — zawołał książę.

I z sercem pełnym otuchy Bobrowniki wraz z Bonifacjuszem opuścił.

Uważał sobie za obowiązek wrócić do Malborka, opowiedzieć się wielkiemu mistrzowi, bo przecież na posłuszeństwo przysięgał. Wrócił więc milczący, w sobie zamknięty. Na wzmiankę jednak o wojnie rzekł:

— Najmiłościwiej proszę wielkiego mistrza o pozwolenie udania się do Rzymu... Ślub uczyniłem.