— Dba on jeno o Polskę, nas na uboczu zostawia.

— Toć ułożyli, że Żmudź po śmierci Jagiełły i Witolda pójdzie pod pięść Krzyżacką — biadano.

Uaga

W dworzyszczu Geradajosa miasto49 radości z powrotu Uagi zapanował przygnębiający smutek.

Uaga spełniała wszelkie polecenia, wprędce prząść się wyuczyła, słuchała pilnie, co do niej mówiono, rozumiała już mowę litewską, sama jednak uczyła się z trudnością ojczystej mowy. Nigdy też wesołością nie zadźwięczał jej głos dziewczęcy, nigdy nie tuliła się z pieszczotą do matki, nie skłoniła do nóg rodzica. Z Peledą rozmawiała tyle jeno, ile konieczność wymagała. Do domowników nie starała się zbliżyć. Od służby wprost stroniła.

I oto, zamiast wiosny, którą młodość wśród najtęższej zimy przynosi, zawisły jakieś mgły i chmury w Geradajosowym dworzyszczu. Chmury cięższe może niż dawniej, bo wywołane zawiedzioną nadzieją.

— Rozrusza się, rozrusza, przywyknie — pocieszała Peleda.

Pocieszała, sama słowom jednak swoim nie dowierzając.

Jeszcze póki była Żwajżgda i Kregżda, smutek i przygnębienie nie dały się tak odczuwać, wesołością bowiem swoją napełniały wszystkie kąty. Lecz wkrótce znaleźli się prawowici rodzice, którzy tyle dowodów prawowitości swojej złożyli, iż nie można ich było od dziewczątek odsądzać, ile że i one, wiele sobie przypominając, szczebiotały o tym bez ustanku.

— Czemu nasza nie taka, czemu? — pytała imci pani Geradajosowa małżonka, żegnając swe ulubienice.