— Bo już dziewka dorodna, niezadługo i o mężu trzeba pomyśleć — pocieszał żonę.

Lecz pani Skruzda kiwała głową i mówiła:

— Gdyby nie to, że mnie od razu do niej serce pociągnęło... A możem się omyliła?...

— Ee, co za gadanie! — oburzał się małżonek. — Toć jak dwie krople wody podobna do ciebie!

W duszy jednak i tak, i owak sobie myślał, powtarzając:

— No, no, gdyby nie to podobieństwo! Nie ma co, trzeba ją za mąż wydać!

I upatrywał sobie godnego zięcia, tym więcej że po zawarciu pokoju toruńskiego do żadnej wyprawy się nie szykowano. Lecz Uaga jaka była dla rodziców i domowników, taka była i dla gości zjeżdżających się z różnych stron dla podzielenia z Geradajosami radości z szczęśliwego powrotu córki.

Geradajos, jak był dzielny i wytrwały w walce z Krzyżaki, tak był wytrwały i wierny swym bogom. Małżonka jego wierzyła w opiekę starego dębu, rozrosłego o kilka staj50 od ich dworzyszcza, podtrzymywała znicz domowy, a gdy na chwilę przygasał na urządzonym ku temu palenisku, na którym nigdy się nic nie warzyło, podsycała go gałązkami jałowca, roznoszącymi woń przyjemną. Nie brała się też do jadła, póki pierwej łyżki czy kęsa nie wrzuciła w ogień, wymawiając:

Szławe diewus51!

Węże w dworzyszczu były tak oswojone, że przypełzłszy do jedzących, podnosiły łeb, otwierały paszcze i syczeniem dopominały się datku. A jak państwo, tak dworzanie i służba w wielkim poszanowaniu je mieli, a wszystkich obrządków pilnie przestrzegali. Tak zaś państwo, jak i otoczenie wiarę Chrystusową, jako wiarę przez Krzyżaków narzucaną, mieli w wielkiej ohydzie i wprost z lękiem, ba, nawet ze wstrętem się o niej wyrażali.