— Kim?!

— Czym?!

I znów śmiech piekielny, szyderczy napełnił całą salę.

Gdy się nieco uciszyło, ozwał się słodkim głosem milczący Henryk Leuchter, marszałek Zakonu:

— Można by poddać jakąś dobrą myśl najdostojniejszemu wielkiemu mistrzowi Plauenowi ku naprawieniu złego, które bez złej woli uczynił.

— Zło szło przez lat wiele każdą szczeliną, a teraz i otwartymi wrotami niełacno je wypędzić — rzekł Marcin Herencog.

— A jednak musimy je wypędzić! — zawołał grzmiącym głosem Michał Kochmajster.

— Musimy!

— Musimy! — poparto go ze wszech stron, zwracając nań wzrok jako do jedynej przystani, która im może dać jakiś ratunek.

Jeno brat wielkiego mistrza siedział ze spuszczonym wzrokiem.