— Zbytnia ciekawość w żadnym razie nie przystoi.

Nie potrzebował wszakże długo czekać. Zjawił się Hilt, od niejakiego czasu knecht służbowy, i rzekł:

— Jego miłość Henryk Leuchter, marszałek Zakonu.

I oto zaraz wkroczył znany nam dostojnik, a za nim kilku uzbrojonych rycerzy.

— Każ im odejść! — zawołał wielki mistrz, marszcząc brwi groźnie.

Lecz marszałek stanął przed nim i skłoniwszy się według wszelkiego regulaminu, uroczystym rzekł głosem:

— Z postanowienia najwyższej rady Zakonu mam rozkaz uwięzienia waszej dostojności!

I trzymał przed jego oczyma pergamin opatrzony podpisami dwunastu komturów, na których czele widniało nazwisko Kochmajstra.

Plauen rzucił okiem na pismo.

Wszystko było według nakreślonej ustawy Zakonu. Wstał więc, wyprostował się, obrzucił pełnym pogardy wzrokiem byłego swego doradcę i rzekł: