— Patrz jeno pilnie w niebo, to ci takie same stamtąd spadną!

Po czym zbiegł prędko ze schodów i skierował się wprost do wychodzącego z izby jadalnej Bibera. Podał mu kobiałkę i rzekł z tajemniczą miną:

— Jakaś wiedźma słaniała się tuż pod murami, chciałem ją wziąć na pętlę, ale znać była to czarownica, bo wraziła w pętlę kobiałkę, a sama zniknęła.

Biber wziął delikatnie, z pewnym lękiem, szczelnie zamknięty koszyk, wciągnął w siebie woń z niego uchodzącą i rzekł:

— Coś jakby lasem wonieje!

— I mnie tak za nos chwyciło! — przyświadczył Fals. — Ciekawość jednak, co to takiego? — dorzucił, mrugając oczami.

— Czarownice to tak umieją omamić, nawet wonią — mówił Biber, oglądając kobiałkę.

— Eh, toć wiecie, że krzyż święty wszelką nieczystą siłę odpędza — zachęcał dowcipniś.

— No, tak... — odrzekł Biber z wielką determinacją i powagą, a udając bodaj samego mistrza Zakonu, począł: — In nomine Patris et Filii, et Spiritus Sancti10... Amen! — dokończył powstrzymując śmiech knecht.

Biber z pewną ostrożnością rozwiązał łyko kobiałki.