— Ku temu zwołałem was, miły bracie, i was, panowie radni, aby postanowić, co dalej czynić — ozwał się król, poglądając po zebranych.
— Nie czekać, aż się zbiorą, jeno uderzyć! — zawołał gorąco Ziemowit.
Król się uśmiechnął na tę gorącość młodego jeszcze księcia, a Witold zaraz tę gorącość poparł:
— Wszelkie układy na nic się nie zdadzą, wyczekiwanie jeno ducha w naszych osłabi.
— Więc niezwłocznie walka! — zawołał Jagiełło.
I czarne niewielkie oczy tak mu zabłysły, jak zwykle, gdy w piersi jego ogień bitwy się rozpalał.
— Niezwłocznie!
— Nie czekając! — zawołali inni z wielką gorącością.
I poczęto się zaraz naradzać, a naradzano się w tajemnicy, z wielką oględnością, żeby jaki szpieg krzyżacki pod namiot się podsunąwszy, narad ich nie podsłuchał.
Głównym naczelnikiem tej rady był Witold. Król zaś, oddając dowództwo oddziałów w ręce Zyndrama z Maszkowic, zwanego Słońcem, że znak ten w herbie swym nosił, Zawiszy Czarnego z Garbowa, Floriana Jelitczyka, Jaxy Lisa, Skarbka z Góry, Staszka Sulimy i wielu innych znanych z męstwa i wielkiej przytomności umysłu rycerzy, sam objął główne dowództwo. Co do Witolda, ten prowadząc Żmudź, Litwę, Ruś i najemnych Tatarów, sam poszczególnych wodzów mianował i sam główne dowództwo miał nad nimi.