— Byłem pewien, że się ukorzy, że przyśle prosić o pokój, że bez narażania się na straty posiędę nowy szmat ziemi, a ten...

I splunął, nie znajdując dość dosadnego wyrazu na wypowiedzenie swego gniewu.

— Poległ także Karol niderlandzki — rzekł Frydrych von Ulmen, który, jako marszałek, nie odstępował mistrza.

— Co?! — zawołał tenże.

— Tak, obdarowani wolnością jeńcy widzieli go na placu boju — odrzekł marszałek.

— Mogli go zabrać, choćby nieżywego, kiedy ten głupi królik kazał im wracać. — Zaśmiał się ironicznie i rzekł: — Po co się ten śmierdziel rwał do wojny, po co?

W duszy zaś myślał sobie:

„Dobrze, że poległ, prędzej jego ziemię posiądziemy!”

— Zresztą, mniejsza o niego — dodał głośno. — Zapłacisz ty mi, mysi królu, i ty, przewrotny Witoldzie, za wszystkich! Noga z waszych pachołków, co ich nazywacie rycerzami, nie zostanie! Po wiek wieków będą opłakiwać wasze niewiasty poległych i niewolników! Jeno tych dwóch, Jagiełłę i Witolda, muszę mieć w swoich rękach! Tych mi oszczędzać!...

I wydawał rozkazy do niezwłocznego marszu ku Lubawie.