A Krzyżacy puścili się za uciekającymi, siekąc, bijąc, zabierając w niewolę.
Opamiętali się uciekający.
— Mamy ginąć, gińmy jako rycerze! — rzucił ktoś z uciekających.
I zwracać się poczęli.
A oto po jednej złej wieści nadchodziła druga. Chorągiew z białym orłem w ręku Krzyżaków.
— Co, chorągiew?! — zawołano głosem rozpaczy.
I jak wicher rzucono się ku jej obronie. Nie! Chorągiew nie dostała się jeszcze w ręce nieprzyjaciół. Wytrącono ją jeno z rąk Marcina Wrocimowskiego, chorążego krakowskiego.
Sam król, ujrzawszy ze wzgórza zniknięcie godła narodowego, zakrył oczy, a jednocześnie całą siłą swych potężnych piersi wołał:
— Bronić! Bronić!
Bronili jej bez tego rozkazu.