I długo powtarzał pytanie, nim jeden z przybyłych powstał i chrapliwym wyrzucił głosem:

— Klęska!

— Co, jak, opowiadaj! — mówił trzęsącym się głosem komtur.

— Wielki mistrz zabity!

Leuchter podniósł ręce do góry i tak oniemiał, że długą chwilę słowa wyrzec nie mógł.

— Niepodobna, niepodobna! — zawołał wreszcie.

— A jednak zabity — powtórzył któryś z przybyłych.

— Mów, mów, jak to było? — nalegał komtur.

— Wielki mistrz do ostatniej chwili nie mógł uwierzyć, że to polskie mrowie tak nam na kark wsiądzie — począł Krzyżak — a gdy na wszystkie strony nas obiegło i nasi padali jak muchy, mistrz stanął na czele szesnastu chorągwi. Błagali go rycerze, aby z życiem uchodził, lecz Ulryk z gniewem wszystkich odsuwał, mówiąc: „Zwyciężę lub zginę!”

Groza przebiegła wszystkich, opowiadający zamilkł na chwilę, wzruszenie nie pozwalało mu mówić. Wreszcie, zaczerpnąwszy powietrza, począł: