I oto nim księżyc zdołał twarz swą pyzatą ukazać, którą poglądał na wychodzące pewne zwycięstwa zastępy Jungingena, w tychże samych podwórcach, przepełnionych głośną wrzawą rycerską i rycerską pieśnią, teraz brzmiały jeno ponure słowa:

— Klęska! Hańba!

A Henryk Leuchter wołał wciąż bezprzytomnie:

— Niepodobna, niepodobna! — Aż opamiętał się wreszcie i rozkazł: — Przeprowadzić przybyłych do komnat w lewym skrzydle, pożywić, niech wypoczną! — I zaraz dodał: — Po wypoczynku inaczej może tę rzecz przedstawią?

A w myśli mówił:

„Ale mistrz Jungingen! Mistrz Jungingen!... Zaraz sobie myślałem, że ta przewrócona ława i strzaskany puchar niedobrze wróżą”.

— Czyżby to już być miały jeno zgliszcza Zakonu?! — rzucił zdławionym głosem.

I wolnym, chwiejącym się krokiem powlókł się do swej komnaty, powtarzając ciągle: — Niepodobna, niepodobna!

Jednocześnie w obozie polskim upojeni zwycięstwem rycerze składali przed monarchą zdobyte chorągwie. A była ich taka moc, że wielką przestrzeń wzdłuż i wszerz nimi założyli.

Przyprowadzono też znakomitszych jeńców krzyżackich, a między innymi księcia Kazimierza szczecińskiego, który niedawno przyjaźń Polsce przysięgał. Teraz nie śmiał oczu podnieść na Jagiełłę, odwracał głowę, sromając20 się, a może i lękając, że za niedotrzymanie przysięgi sroższa go czeka kara. Lecz król spojrzał jeno na niego przenikliwym wzrokiem i rzekł: