— Bóg zawsze sprawiedliwy.
I odwrócił się, by innym jeńcom się przyjrzeć. Przebierał przy tym, według swego zwyczaju, palcami lewej to prawej ręki, jakby chciał onych policzyć. Aleć i palców nie stawało, a coraz innych przed oblicze królewskie stawiano.
Aż oto i poległych znamienitszych Krzyżaków u stóp monarszych składać poczęto.
Więc byli tam między wieloma i Dyppold Kekeritz, ów, co to na życie króla godził; i Henryk komtur, jeden z najdumniejszych i najzaciętszych wrogów Polski; i Markward, komandor brandenburski, z przewróconymi w straszliwy sposób oczyma, ów, co go to ściągnął Tatar z konia arkanem; i wielki skarbnik, Tomasz Mercheim; i Fryderyk Wallenrod, marszałek Zakonu, i wielu, wielu innych, których i zliczyć trudno, a którzy, przybywszy z rozmaitych narodów na wezwanie wielkiego mistrza, miasto21 sławy i bogactw śmierć znaleźli.
Oto Litwini przywlekli i samego sprawcę tej wielkiej wojny, dumnego Ulryka von Jungingena. Oblany posoką, skąpany w krwi i błocie, z poszarpanym płaszczem, podziurawiony jak sito, z trzymającą się na kawałku skóry, zwisającą głową, leżał teraz gorzej niż niektóry z najostatniejszych knechtów albo i zwierz powalony oszczepem. A Jagiełło, spojrzawszy nań, westchnął i rzekł:
— Ten wielekroć obietnice łamał, dziś rano puszył się jeszcze nadzwyczajną potęgą, a oto sprawiedliwość Najwyższego nad nim zawisła. — I odwróciwszy wzrok od tego wstrętnego widowiska, rozkazał: — Obmyć i odnieść ciało do krzyżackiej stolicy. — I ręką wskazał w stronę Malborka.
Deszcz rzęsisty, który kilkakrotnie siał mgłą podczas bitwy, lunął teraz całym strumieniem. Ochłodził on uznojonych rycerzy i zakończył dzień 15 lipca 1410 roku tak pamiętny w dziejach nie tylko krzyżackich i polskich, lecz bodaj całego świata. I ukoił do snu uznojonych pracą całego dnia rycerzy.
Jeno książę Witold nie mógł zasnąć. Dziwne uczucia nim miotały.
„Mnie to się należy cześć za główne zwycięstwo, a tamtemu ją składają” — myślał. To znów: „Z potęgą Polski wzniesie się potęga Litwy i Żmudzi. Tak, ale ja zawsze będę jeno drugi, nie pierwszy”.
I przewracał się z boku na bok na łożu z mchu, pod zdobytym na wielkim mistrzu namiotem.