— Godzi się wszystkie ciała, tak nasze, jako i nieprzyjacielskie, uczciwie pogrześć22!
— Boga mi, godzi! — ozwali się wszyscy panowie radni.
I oto na cmentarzu w Tannenbergu poczęto kopać wielkie mogiły.
W pracy tej ciurom i sługom obozowym dopomagał lud okoliczny, nasłuchując, czy dłoń zwycięzców nie będzie tak groźna, jak krzyżacka. Uspokajano ich, mówiąc:
— Pod rządami króla Władysława Jagiełły nikt ucisku nie doznaje.
Niezwłocznie też król do Krakowa, do królowej Anny Cylejskiej, co to była wnuczką Kazimierza Wielkiego, jako też do państw sąsiednich wysłał gońców z oznajmieniem o odniesionym zwycięstwie.
Pod wieczór, na zbitych ze ściętych drzew stołach, zastawiono ucztę. Ucztę, która się zwycięzcom słusznie należała. Nie miano kłopotu z gromadzeniem chleba, mięsa i rozmaitych przysmaków. Dostarczyły ich wozy, przez Krzyżaków przyprowadzone.
Prowadziłyć z sobą i wojska Jagiełłowe, i zastępy Witolda zapasy żywności i na czas wojny byłoby ich wystarczyło, ale o takich przysmakach, jakie poległy wielki mistrz kazał prowadzić, nikomu się nawet nie śniło. Ba, toć i przybywający do Malborka ze wszystkich stron zachodniej i południowej Europy rycerze wieźli też z sobą specjały używane wyłącznie w ich krajach.
Nie brakło więc ani olbrzymich ryb solonych i wędzonych, ani też malusieńkich, w oliwie pływających, których maleńkości wydziwić się nasi rycerze nie mogli. Nie brakło i wielkich udźców ze zwierza, w ogóle nad Wisłą nieznanego, ani też owoców w wielkich beczkach ugniecionych, a tak słodkich, iż niejednemu aż ta słodycz niemiła się wydawała. A chociaż wiele beczek wina w krew wylano, ostałoć jeszcze kilkanaście z dala za obozem trzymanych, a najprzedniejszego, snadź dla samego wielkiego mistrza i czoła gości przeznaczonego. A na ucztę tę zaprosił zabranych do niewoli: Kazimierza, księcia szczecińskiego, i Konrada Białego, księcia na Oleśnicy.
Ci, jako przyuczeni do zbytku w jadle i napojach w Malborku, niczemu się zgoła nie dziwowali wiedząc, jak się wziąć do podawanych potraw. Nasi rycerze tymczasem nie tylko z podziwem i nieufnością na niektóre dania poglądali, lecz nie wiedzieli nawet, jak się do jadła zabrać. Jeno z małmazją każdy wiedział, jak sobie poczynać. A podczas uczty Jagiełło rzekł: