— Jakośmy z Kazimierzem, księciem na Szczecinie, a toż z Konradem, księciem na Oleśnicy, chleb połamali i puchar wychylili, nie godzi się ich jako niewolników zatrzymywać.

Spojrzano po sobie, wielu z panów radnych niechętnie tej przemowy słuchało, a Witold zwrócił nawet groźne, ponure wejrzenie w stronę monarchy. Lecz Jagiełło, raz co postanowiwszy, nie ustępował, nie ustąpił więc i teraz, a dodał:

— Książę Kazimierzu na Szczecinie i Konradzie na Oleśnicy, wolni jesteście!

Wtedy Kazimierz podniósł napełniony puchar i zawołał:

— Szlachetność Władysława Jagiełły, króla polskiego, niechaj po wiek wieków słynie!

I wychyliwszy puchar, ostatnią kroplę wysączył na paznokieć dużego palca, spił ją, pucharem zaś uderzył się trzykrotnie w głowę i rzucił go na ziemię. A książę Biały, toż samo uczyniwszy, nie wyrzekł i słowa, jeno westchnął z całej piersi.

Witold zaś szepnął w sobie:

„Dobrze, że nie dodał ten przechera:

»I wielki książę litewski«, byłbym mu wielkiego księcia mieczem w gardło wpakował”.

A Jagiełło, chcąc ułagodzić ponure wejrzenie stryjecznego23, rzekł: