I to nie bardzo było po myśli panów radnych, nie oponowali jednak, choć niejeden pomyślał:

„Rozporządza się, jak gdyby sam wszystkich do niewoli zabierał”.

— Prócz tych, co nie są zbytnio pocięci i sami się poddawali — mówił dalej Zbyszko — jest jeszcze wielu znakomitych tak szpetnie pociętych, że ruszyć się nie mogą.

— Ci są pod opieką służby opatrunkowej, nad którą ma pieczę Sala z Bobrownik — ozwał się z pewną chlubą Jan z Tarnowa.

Król uśmiechnął się i rzekł:

— Dzięki ci, kasztelanie, żeś o tym pomyślał.

Jednocześnie przy dalszych stołach posilał się cały zastęp dzielnych wojowników, wynagradzając sobie post i trudy dnia wczorajszego.

A na wszystkich czołach było rozradowanie, a na wszystkich obliczach pooranych trudami walki, począwszy od dowódców, rycerzy, wojaków, a skończywszy na ciurach obozowych, jaśniał uśmiech zadowolenia i wielkie słowo: zwycięstwo.

— Zwycięstwo! — powtarzali nawet ci, co szpetnie posiekani, leżąc na wozach lub w chatach wieśniaczych, nie wiedzieli, czy drugiego świtu będzie im dożyć sądzone.

To ci bestia