Gdy ludzie podczas walk padali jako drzewa leśne podcięte siekierą, starała się im przyjść z pomocą, wlokąc nieraz rannych o kilka staj25, do pierwszej lepszej chaty, gdzie lud okoliczny, jakkolwiek słuchający z lękiem odgłosów walki, chętnie rannym dawał schronienie.
Najwięcej jednak przebywała między krzyżackim taborem. — Długie nieraz wiodła z knechtami rozmowy w niemieckim języku, którego wyuczyła się podczas pobytu w malborskim zamku. Omijała jeno skrzętnie znanego nam Jakuba, wstręt mu okazując. Jeżeli zaś przystąpiła do niego, to zawżdy z podniesioną pięścią i groźnymi wyrazy. Lecz między te groźby umiała zawsze wpleść przyciszone jakieś słowo, które jeno ona i Jakub rozumieli.
Inni patrząc na te zatargi między Jakubem a Hexą26, jak ją nazywano, śmieli się, mówiąc:
— Jakub nie ma łask u Hexy, bodaj czy go w dziewkę albo i co gorszego nie zmieni.
Gdy klęska była już widoczna, a rozbite szeregi i wielu z taboru rzuciło się do ucieczki, zbliżyła się do Jakuba, a poczęstowawszy go kułakiem, szepnęła jakieś słowo, na co wyszczerzeniem białych zębów i podniesioną pięścią odpowiedział. W onej chwili mogli sobie nie zadawać nawet trudu udawania, każdy bowiem był tak zajęty ocaleniem własnej skóry, że nikt na to, co go otaczało, nie zważał. To pewna, że Jakub w ucieczce swej wszelkich używał sposobów, żeby nie być schwytanym. Aż oto dostał się za mury malborskiego zamku.
Słowa dobadać się z niego nie można było, lecz temu nikt się nie dziwił, boć wszyscy byli zgnębieni i mimo wypoczynku jedno mieli tylko słowo: hańba, klęska!
Ale i tego młody knecht nie powtarzał.
A stary komtur, snując się po komnatach i podwórcach zamkowych, wciąż powtarzał:
— Tak, to są jeno zgliszcza Zakonu. — A potem na pociechę wołał: — Niepodobna! Niepodobna!
Coraz to jakiś zgłodzony, błąkający się rozbitek krzyżacki przynosił wieści coraz groźniejsze. Więc jeden doniósł: