— Polacy zajęli Morąg w pruskiej marchii. A też i Dzierzgów!

A inni wołali:

— Miasto Elbląg wysłało z hołdem do Jagiełły, oddając mu się ze wszystkimi bogactwami w opiekę!

— A także Toruń, Kwidzyń, Królewiec, a nawet pobliski nam Gdańsk!

Że zaś wieści te przynosili rycerze, nierzadko i dowódca świadomy rzeczy, można im było wierzyć. Rozpacz i przygnębienie osiadało w malborskim zamku jako ona mgła gęsta jesienna, poza którą żadna gwiazda błyskiem swoim ciemności rozjaśnić nie mogła. Aż oto w dziesięć dni po klęsce pod Grunwaldem doniesiono:

— Jagiełło z nieprzeliczonym wojskiem, a też i Witold na czele Litwinów i pogańskich Żmudzinów, zbliża się pod zamek!

Wtedy już nie tylko stary komtur, lecz ile tylko było piersi, z wielkim jękiem powtórzyło:

— Teraz już tylko zgliszcza Zakonu!

Aż naraz z wieżycy czatownik zatrąbił radośniejszym głosem. Jednocześnie do bramy zakołatano gwałtownie.

— Polacy pod bramą! — ozwał się jakiś głos przelękły.