— Witold w mury taranem uderza! — powtórzył ktoś naznaczony litewską sulicą27.

I padł strach na wszystkich. Jedni kryli się po zaułkach i lochach zamku, inni doradzali:

— Poddać się!

— Poddać się, uratować życie!

— I tak są to już tylko zgliszcza Zakonu — mówił Leuchter, były komtur Kwidzynia, kręcąc się bezładnie.

— Przecie radośnie zatrąbiono z czatowni — ozwał się Hilt.

Spojrzano ze zdziwieniem na knechta, chwytając się słów tych jak zbawienia. Wtem brama się rozwarła i Henryk von Plauen, komtur ze Świecia, wkroczył z oddziałem kilkuset zbrojnych, zebranych ze swej komandorii.

— Klęska!

— Hańba!

— Jeno zgliszcza wielkiego Zakonu! — rozpaczliwie wołano sądząc, że i on ze swoim oddziałem uchodzi jako rozbitek.