— Gdybyśmy wilkowi ostawili główne jego legowisko, łacno by się w nim rozrodził — rzekł poważnie Witold.

— Na Malbork! Na Malbork! — wyrzucono ze wszystkich piersi.

Król z zadowoleniem pogłaskał skąpy zarost i rzekł:

— Z rozkoszą słyszę wasz zapał, mili panowie. Słowa wasze są jeno powtórzeniem tego, co w moim sercu kołacze.

I po jednodniowym wypoczynku wyruszono ku krzyżackiej stolicy.

Odniesione po drodze zwycięstwa, posłowie od poddających się miast jeszcze większy budzili zapał. Niepokoiło jednak Jagiełłę, że nie wiedział, jakie są siły w Malborku.

Aż oto nie opodal zajętego co tylko Dzierzgowa, o trzy dni jeszcze od Malborka, przyprowadzono do obozu młodego chłopca w ubraniu żebraczym. Wspierał się na kulach, twarz miał wykrzywioną, a całą postać skuloną.

— Ważne przynoszę wieści — rzekł do tych, którzy go przytrzymali.

— Krzyżacy cię może na zwiady przysłali! — wrzasnął ktoś z zapalczywszych.

Był nawet ktoś, co go widział wśród uciekających Krzyżaków.