— Potrafisz?

— O, wa! Niepróżnom przecie jadł chleb krzyżacki! — zaśmiał się były knecht.

— A nie zdradzisz? — ozwał sią głos jakiś.

— Co, ja?! Bobrownicki, syn tego, którego Krzyżacy usiekli! — zawołał chłopak z oburzeniem.

I poprowadzony do owych piekielnych maszyn, z wielkim sprytem, a też i ostrożnością, pokazywał, jak się brać do nich.

Rozochoceni śmiałością wojacy przyswajali sobie jego objaśnienia, a przyswajając mówili:

— To ci bestia!

Gołębice

Wojsko Jagiełłowe raźno się posuwało. Wątpiący nabrali otuchy albo też nie odzywali się z chęcią powrotu, wlokąc się za innymi. Wieczory, części nocy i ranki widziały ich w pochodzie, południe — na wypoczynku.

Aż kiedy już byli o jedną tylko dobę od siedziby krzyżackiej, wśród ciemnej nocy ujrzeli wielkie krwawe smugi na niebie.