— Żebyć jak najwięcej, musi w końcu zabraknąć — ozwał się Jan z Tarnowa.
— Tak, ale i nam nie przybywa — rzucił Mikołaj Nałęcz.
— Owszem, przybywa — odrzekł poważnie arcybiskup Trąba.
Pojrzano nań ze zdziwieniem.
— Jużci wielkich delicji nie mamy, ale może kto powiedzieć, że był głodny? — spytał arcybiskup.
— Co to, to nie — ozwano się — ale...
— Ale — pochwycił kapłan — jesteśmy w okolicy, gdzie każdy wre na pięść krzyżacką, a chcąc się od niej uchronić, dostarczy nam choćby spod ziemi jadła, ile wlezie.
Wtem stojący na straży urzędnik szepnął coś Zbyszkowi z Oleśnicy, a ten zbliżywszy się rzekł:
— Z Elbląga ciągnie trzydzieści wozów z żywnością!
Arcybiskup pojrzał triumfująco, w innych wstąpiła otucha.