IX
Gdy na malborskim zamku zamieszki i kłótnie wprawiały w wściekłość rycerzy krzyżackiego Zakonu, a rządy Zygfryda rozprzęgającego się porządku przywrócić nie zdołały, gdy marszałek zakonu Dietrich von Altenburg, miotający się bezprzestannie na słabe rządy mistrza, usiłował na swój sposób potajemne prowadzić umowy, Polska pod mądremi rządami Władysława Łokietka wzrastała w potęgę, jednocząc rozproszone ziemie pod jednem berłem.
Monarcha ten zapewniwszy sobie przyjaźń i pozwolenie papieża, Jana XXII, wezwał biskupów i kazał się koronować w Krakowie roku 1319. Koronacyją tą uczynił Kraków najpierwszem miastem w kraju, stolicą, czem przejednał zupełnie niechętnych sobie jego mieszkańców. Sprzymierzył się też i z Węgrami wydając córkę swą Elżbietę za mężnego ich króla Karola Roberta Andegaweńskiego, który również kosem okiem na niemieckie sprawy poglądał, a przeciw Krzyżakom, jako odrośl germańskiej potęgi chętnie pomoc swą Łokietkowi obiecał. Tak więc ów zakon musiał się teraz rachować z Polską, a chociaż mimo rozkazu papieża, nie oddał jej ziemi michałowskiej i pomorskiej, wyzywając ją niejako do wojny, teraz sprawę z potężnym jej królem uważał jako ostrą kość, do przełknięcia trudną. Dietrich więc, nie mogąc od południa lub zachodu zjednać sobie sprzymierzeńców przeciw Polsce, postanowił nieprzyjazną jej dotąd Litwę jeszcze więcej wrogą uczynić. Przez lat trzy żadne znaczniejsze napady od strony Krzyżaków nie trapiły mieszkańców ciemnych puszcz i lasów; jeżeli zaś jaki niewielki napad zniszczył sioło i mieszkańców uprowadził, Dietrich von Altenburg słał zaraz do Gedymina z zapewnieniem, iż to tylko część nieposłusznych ciurów napad uczyniła, on zaś domniemany przyszły Wielki mistrz, dzierżący i teraz już władzę, obiecuje przyjaźń i braterstwo. Prócz tego obiecywał Wielkiemu księciu królewską koronę od samego papieża i cesarza, równającą się godnością i potęgą innym panującym. Namawiał też do wspólnych napadów na Polskę, które i tak Litwa uspokojona od strony Krzyżaków często przedsiębrała.
Wyprawy te robiono tak dla łupu, jako też i z przyzwyczajenia do walki, bez której ludy owe już obejść się nie mogły. Szły więc posły Zakonu do książęcej stolicy, ciesząc się z walki dwóch ludów i zagrzewając do niej tajemnie. Lud litewski krzywem okiem spoglądał na przeciągających posłów krzyżackich; przeczuwał bowiem, iż chcą knezia na wiarę krzyża nawrócić, obawiając się jednak potęgi Zakonu i władzy Gedymina, nie zrywał się do boju.
Lecz i Łokietek miał równą broń z Zakonem. Krzyżacy mieli potęgę miecza, Łokietek miał nowe zjednoczone państwo, łaskę papieża, przyjaźń chwilową niemieckiego cesarza, przyrzeczoną pomoc Węgier a własnych rycerzy i miecze wyrównywające sile i obosieczności krzyżackiej. Odpierał więc napady Litwy, zabierał w walce jeńców, lecz z tymi rozkazywał dobrze się obchodzić. Nie jednemu pozwolił wracać do swoich, a ten, uszczęśliwiony ze swobody, roznosił wśród ludu wieść o malutkim człowieku u sąsiadów nad Wisłą, co wielkim rządzi narodem. I jednał sobie przychylnych pośród zapadłych grodków litewskich, a wielu już Kunigasów miał za sobą.
Słał więc swoich Dietrich, lecz słał i Łokietek na dwór Gedymina a zwykle tak się działo, że ledwo wyjechali zbrojni Krzyżacy, wjeżdżało rycerstwo Łokietkowe. Łączyło się też z Łokietkowemi ziemiami i mazowieckie księstwo, a nieprzychylny mu dotąd stryj Ziemowit, książę na Płocku, widząc potęgę małego synowca, zawarł z nim ugodę przeciw Krzyżakom i wspólnie z nim garnął się do litewskiego knezia. Tak więc zamek jego w Wilnie od dwóch lat ciągłych przyjmował gości, a wzbogacona zajęciem ziem ruskich Litwa, coraz to więcej wychylała się z za ciemnych swoich lasów. Gedymin zaś, zawarłszy roku 1321 przymierze z arcybiskupem ryskim Wilhelmem i przez niego torując sobie drogę do papieża, nie wiele sobie w ostatnich latach robił z Krzyżaków.
Tymczasem wysłani posłowie Zakonu, spotykając po drodze drewniano, gdzieniegdzie opatrzone chrustem zamczyska, wzruszali tylko ramionami z pogardą.
— Po co tyle zachodu? — mówił Zygfryd von Papenheim, u nas stajnie a psiarnie są lepsze, aniżeli te domostwa!
— Nogą kopnąć a cała Litwa się rozwali. Nie rozumiem czemu Wielki mistrz tyle pracy sobie zadaje, mówił dalej Zygfryd nieznający dotąd Litwy. Z tymi, którzy są z nami, podjąłbym się tę psiarnię rozproszyć.
— Boście jeszcze nie probowali litewskiego ramienia, a nie znacie też ich skrytych zabiegów, ozwał się Robert z Wartburga, rycerz doświadczony, co już w niejednej był tutaj walce. Zda się, że to kupa chrustu, gliny, kamieni i kłód drzewa, a gdy z pod tego wszystkiego wyroi się lud gruby i nieociosany jako te kłody i siądzie na karku, to i ostry miecz krzyżacki i świadomość wojenna nie wiele pomoże. Dzikie to, a też jako dzikie rwie się bez pamięci i rzuca na najbardziej uzbrojonego człowieka. A twarde i dumne jako te bory, przez które nie łacno nam się przedzierać było.